Znowu KANARY!

cropped-14218136_10202327188938340_119523525_n.jpg

Hej ho! Cieszę się jak dziecko, bo we wtorek w drogę 🙂 Wracam na Kanary – tym razem na celowniku znowu Fuertaventura. Ostatnie miesiące to był przysłowiowy hardcore. Praca, sesja, chore barki, potem poprawki sesyjne i jeszcze raz praca…zaczęłam też pisać w zupełnie innym miejscu, przez co troszkę zaniedbałam moje kochane Trawelejro.

Na szczęście zaraz wracam do mojego optymalnego właściwego stanu, czyli plecak-bikini-japonsy-szeroki uśmiech-wiatr we włosach-wino za 2 euro-słońce. Naładuję trochę baterię i opisze tu wszystko ładnie.

Uwaga – tym razem bierzemy ze sobą kamerkę, więc spodziewajcie się filmików! Chcemy trochę poćwiczyć przed naszą przyszłoroczną wyprawą. Aha, bo nie chwaliłam się jeszcze – we wrześniu pakujemy manatki i jedziemy spróbować przezimować polskie mrozy na Kanarach, a potem może spróbować jakiegoś jachtostopu. Nie wiemy za dużo o żeglowaniu, a ja mam okropna chorobę morską, ale do odważnych świat należy. No i w końcu jest aviomarin 🙂 A jak się nie uda – to posiedzimy troszkę dłużej na Wyspach, jakoś sobie z tym faktem poradzimy.

Mój przyjaciel zapytał mnie niedawno, czy czuję się bardziej u siebie gdy jestem w podróży, czy gdy jestem w domu. Było to dobre pytanie, trafiło w samo sedno sprawy. Bez wahania odpowiedziałam, że w podróży. Kocham swój mały, rodzinny domeczek na przedmieściach Krakowa, kocham moją Rodzinkę, psa Fineasza i miasto Kraków, jednak pobyt tam wolałabym traktować jako wakacje, odpoczynek; a to co inni nazywają „wakacjami” – jako dom. Tylko „poza domem” czuję się jak w domu, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Ciągnie mnie gdzieś dalej i na dłużej niż na te 2, 3 tygodnie. Więc ogłaszam wszem i wobec – we wrześniu zaczynam podróżować jak Pan Bóg przykazał 🙂

Dodaj komentarz