Trochę o życiu nomada, czyli jak tanio podróżować według Aguchy

img_2536

Podróżnikiem na pełen gwizdek niestety nie jestem (jeszcze!) i moja lista podróżniczych doświadczeń wciąż jest dość krótka. Zauważyłam jednak ostatnio, że wracając z każdej wyprawy co najmniej kilka osób przychodzi do mnie mówiąc rzeczy typu: „niemało ci jeszcze?” albo „ja też bym tak chciał, ale nie mam kasy…”. Oraz mój numer jeden – „skąd ty Agucha masz tyle pieniędzy?”

Każdemu z nich próbuje wyjaśnić, że wycieczka kosztowała mnie tyle, ile 4 sobotnie imprezy na rynku, że nie zapłaciłam ani grosza za noclegi i za jedzenie, a połowę kraju przejechałam autostopem….ale cóż. Zazwyczaj jest to rzucanie grochem o ścianę, bo dla wielu moich znajomych termin „wakacje” kojarzy się z przelotem, hotelem, all inclusive i wydatkiem rzędu trzech kafli na osobę (minimum!).

Ja jestem klasycznym studentem, trzech kafli (ani nawet jednego) na oczy nie widziałam od baaardzo dawna, a jednak jakoś tam udaje mi się spełniać marzenia i mam nadzieję, że po skończeniu studiów będę je spełniać pełną parą.

Parę słów o tym, co nazywam „życiem nomada”, czyli o moich sposobach na tanią podróż. Jeżeli macie jakieś swoje pomysły i patenty to zapraszam do podzielenia się z nimi w komentarzach 🙂

Po 1. kilka podstawowych zasad, jakich powinni przestrzegać wszyscy Nomadzi:

  •  zapomnij o wygodzie i bądź gotowi na potencjalny brak prysznica (jedno z trudniejszych kryteriów)
  • pamiętaj o tym, że bez względu na okoliczności musisz MYŚLEĆ (zdecydowanie najtrudniejsze kryterium)
  • oszczędzaj
  • dbaj o siebie – pij wodę w upale, ubieraj rękawiczki w zimie i nie rób głupot 🙂

 Po 2. Jak dostać się do wymarzonego miejsca, nie wydając milionów?

Tu mamy parę opcji.  Po 1., oczywiście, autostop. Taki na dłuższą metę jest dla ludzi, którzy nie mają akurat studiów na głowie 🙂 Autostopowych doświadczeń na razie mam mało, ale wszystkich potrzebnych rzeczy możecie się dowiedzieć na odkrytej przeze mnie niedawno świetnej grupie na Facebook’u – Autostopowicze czyli MY 🙂

Na tzw. city break’i podróżuję w kilka osób samochodem na gaz (bo tanio) a na dalsze wojaże wybieram się samolotami. Mój ulubiony patent? Loty czarterowe last minute, które można znaleźć na Rainbowtours czy Tui. Ich atut to niska cena oraz wliczony w nią spory bagaż rejestrowany, do którego zmieści się wszystko co potrzebne nomadom – namiot oraz kupa jedzenia z Polski, a w moim przypadku jeszcze sprzęt wspinaczkowy.

Z Rainbow leciałam jak dotąd kilka razy na moje ulubione Kanary, a za bilety w 2 strony płaciłam około 300-400 zł. Okazji last minute zdarza się jednak dużo więcej…niedawno widziałam Wietnam za 700 zł, do tego często pojawiają się tanie loty do krajów takich jak ZEA, czy Kenia. Moja zafrykanizowana siostra poleca śledzenie okazji na stronach linii KLM, Turkish Airlines, lub Emirates. Można u nich wyhaczyć ciekawe oferty do bardziej egzotycznych miejsc (ten etap jeszcze przede mną).

Tanie linie, typu Wizzair, czy Ryan oferują niskie ceny połączeń z przesiadką, np w Bergamo, czy w Oslo. Jednak jadąc z tanim przewoźnikiem i chcąc zapłacić niewiele, niestety nie można sobie pozwolić na zakup bardzo drogiego bagażu rejestrowanego. Ale z podręcznym też się da! Mi udało się zapakować do małej walizki na dwutygodniową wyprawę po Maroko. Mogłabym napisać pracę magisterską o wyszukiwaniu tanich lotów w Internecie, ale obawiam się, że żaden prowadzący na fizjoterapii się na to nie zgodzi.

Po 3. Gdzie nocujemy? 

Ja wypróbowałam cztery sposoby na lowcoastowe, lub darmowe nocowanie.

  • spanie na dziko – śpimy na dziko. Tam gdzie nas noc zastanie, tam rozkładamy namiot, albo i nie, i idziemy spać. Jest to opcja zdecydowanie na letnie podróże, albo ciepłe kraje (przynajmniej dla takich co ich jeszcze nie stać na puchowe, lekkie śpiwory) Mój przyjaciel Adam jest mistrzem w tym sporcie, niedawno opowiadał mi o nocowaniu w parku w Walencji i pobudce urządzonej przez zraszacze. Ja bardzo lubię spać na plaży, ze względu na piasek (bo miękko) i możliwość porannej kąpieli, np w ciepłym oceanie…wadą spania na dziko jest to, że rano raczej szybko trzeba się zmyć – chyba, że nie przeszkadza Ci, jak gapią się na Ciebie ludzie. Trzeba też pamiętać o jednej z podstawowych zasad nomadowania, czyli o myśleniu – nie rozbijamy się w głupich miejscach, typu np. czyjaś posesja pilnowana przez dobermany, mrowisko, albo ostoja ostatniej kolonii endemicznego gatunku roślin w parku narodowym. Są też kraje, gdzie zupełnie legalnie można spać na łonie natury, m.in. w Norwegii, czy na Islandii.
  • darmowe campingi – jest ich więcej niż myślałam. Na pojęcie „darmowego campingu” trafiłam przez przypadek, poszukując informacji o mojej ukochanej Gran Canarii. Takowe można znaleźć na chyba wszystkich Wyspach Kanaryjskich, w Grecji, czy – tak mówi Internet – w Australii. Miejsc oferujących darmowe campingi na pewno jest więcej. Na tych, z którymi my się spotkaliśmy, była bieżąca woda, miejsca na namiot i na grilla, a czasem nawet toaleta. Zazwyczaj w gratisie dostawaliśmy też wspaniałe widoki, takie jak Llanos de la Mimbre koło Tamanbady na Gran Canarii. Na takie campingi często trzeba wyrobić sobie wcześniej pozwolenie, wszystkie informacje są łatwo dostępne w Internecie.

img_2536

  • hostele – doskonały pomysł na city break, sposób na ogrzanie się, czy po prostu chęć wyspania się w końcu w łóżku i umycia pod prawdziwym prysznicem. Albo obejrzenia w końcu ulubionego serialu. Korzystam z nich podróżując gdzieś w zimie, lub w czasie kryzysowych dni na większych wyprawach „na dziko”. Dlaczego? Po prostu cholernie lubię hostele. Cena to ich największy atut (w zależności od miasta nocleg kosztuje zazwyczaj koło 10 euro w droższych miejscach, takich jak Wiedeń. w Pradze spaliśmy za 6 e, a mój rekord to nocleg w centrum Budapesztu za 5 e ze śniadaniem w Colors Hostel, o którym możecie poczytać we wpisie o wyprawie stopem do Budapesztu). W hostelu jednak najbardziej liczą się poznani ludzie z czterech stron świata, zazwyczaj otwarci, przyjacielscy i niezwykle imprezowi. W hostelach poznaliśmy wielu naszych dobrych znajomych, zarówno wśród gości jak i personelu.
  • spanie w wypożyczonym samochodzie – jak na razie moja ulubiona opcja! Za niewielką cenę masz dach nad głową, schronienie dla bagaży i środek transportu w jednym. Wygoda nie do przecenienia. Śpisz gdzie chcesz, kiedy chcesz, nie musisz donikąd wracać, a rano wstajesz zwarty i gotowy, bierzesz prysznic z butelki i jedziesz trawelejrować po nowych zakamarkach świata. Niestety, ceny wypożyczenia samochodu są bardzo nierówne – na Kanarach płaciliśmy około 13 euro za dobę, a w Grecji przeciętna firma życzyła sobie 50-70 euro… Zanim odwiedzicie nowe miejsce, warto sprawdzić która z powyższych opcji będzie najlepsza, zarówno pod względem dobra naszych portfeli, jak i bezpieczeństwa.
  • Couchsurfing – wielu znajomych poleca, ja jeszcze nie miałam przyjemności korzystać i gdybym miała wybór, chyba wolałabym na dziko niż komuś się zwalić na głowę 🙂 Jest to jednak darmowa alternatywa dla hostelowych wygód.

Po 4. Co jeść w podróży?

Jestem okropnym głodomorem, więc w kwestii jedzenia jestem zawsze najlepiej poinformowana. Jeść trzeba, więc jest to bardzo ważny punkt w czasie planowania lowcoastowej podróży. Tu pojawia się jeszcze jeden duży plus lotów czarterowych – mój bagaż zawsze wypakowany jest jedzeniem, tak, żebym kupowała go jak najmniej na miejscu. W wielu krajach Europy jedzenie nie jest bardzo drogie, ale są państwa,jak np. Norwegia, gdzie takie zaopatrzenie dla nomada jest wręcz niezbędne. Zawsze dbam o to, żeby zjeść przynajmniej jeden ciepły posiłek dziennie (żeby nie chodzić zła) więc na miejscu zaopatruje się w małą butlę gazową, do której mocuję przywieziony z Polski kartusz i gotuję sobie na nim elegancki obiad albo pyszną kawkę.

Fajny lifehack to zakup filtra na wodę – korzystaliśmy z niego przez 5 tygodni pobytu w Grecji, pijąc oczyszczoną kranówkę z dowolnego miejsca i nie wydając na to ani centa. Filtry spokojnie nadają się też do picia wody z jeziora lub rzeki.

Po 5. Prysznic 🙂

butelka/prysznic na plazy/stacja benzynowa. Proste?:)

Po 6. Bezpieczeństwo

Kwestia bardzo prosta, znowu wracamy do punktu pierwszego – najważniejsze, to nie zapominać o myśleniu 🙂 Warto też wiedzieć co nieco o miejscu, do którego się wybieramy i o obowiązujących tam przepisach. Domyślam się, że skoro czytasz ten post to pewnie, tak jak ja, ostatnia rzecz, której potrzebujesz to mandat.

Są również dwie przydatne, dodatkowe rzeczy, które można ze sobą zabrać, żeby poczuć się bezpieczniej w obcym miejscu: po 1. chłop, po 2. gaz pieprzowy. Samotna dziewczyna lub dwie, śpiące na dziko lub łapiące stopa to moim zdaniem dość łatwy łup dla różnej maści złych ludzi.

Zachowując minimalną dawkę trzeźwego myślenia i trochę ułańskiej fantazji można przeżyć przygodę życia za grosze, albo nawet za darmo.

Życie nomada niesie za sobą sporo trudności i niewygód, ale z tym wszystkim wiąże się pewna specyficzna przyjemność, o której mogę powiedzieć tylko tyle, że kto przeżył, ten wie o co chodzi, i już 🙂

kgfdwfga

img_5540

img_5101

img_2994

img_2858

img_1688

img_2003

img_2534

img_2559

img_2565

Mam nadzieję, że moje doświadczenia jeśli chodzi o tanie podróżowanie będą się systematycznie powiększać i chętnie dopiszę coś w przyszłości do tej notki. Jak pisałam wcześniej, czekam też na Wasze patenty 🙂

Dodaj komentarz