Maroko i Sahara Zachodnia- wizyta nr 2

img_0607

Koniec października. W Krakowie siąpi deszcz. Zimno, szaro, mokro, brzydko i smog. Jadę tramwajem na uczelnie, uginając się pod ciężką torbą i obijając o ponurych ludzi. Myślę tęsknie o jakimś wyjeździe gdziekolwiek, ze smutkiem kalkulując, że raczej nie ma na to szans…semestr w pełni, jestem w trakcie załatwiania praktyk i nowej pracy, portfel uszczuplony po wakacjach…chyba będzie trzeba obejść się smakiem.

Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że za półtora tygodnia od tamtej chwili będę płakać, że jest mi za gorąco, prawdopodobnie bym mu nie uwierzyła.

Tego samego dnia, wracając w tym samym nastroju tym samym tramwajem, przeglądając Fejsbuka natrafiłam na ogłoszenie Zielonego Busa- Ania i Piotrek szukali dwóch towarzyszy 3-tygodniowej podróży do Maroka. Na za tydzień. Chwilę później dogadywaliśmy szczegóły.

Było to wszystko trochę na wariackich papierach, na szybko trzeba było znaleźć bilety do Lizbony i powrotne z Malagi, ogarnąć sprawy uczelniane, namiot, pakowanie itp. Ale udało się sprawnie. 2 dni przeczesywania Internetu i udało nam się znaleźć przyzwoite bilety (Warszawa- Lizbona za 250 zł z bagażem i Malaga-Bergamo-Kraków za 200 zł z podręcznym – cały nasz nadbagaż to było jedzenie i różne fatałaszki, które zamierzaliśmy wyrzucić albo zostawić w Zielonym Busie).

 

img_1590
pierwszy nocleg- poranek w Portugalii
img_1588
dziwny płaz portugalski

img_1598

img_1599
Piękne góry w okolicy Gibraltaru

img_1600

img_1602

Z lotniska w Lizbonie odebrał nas Zielony Bus. W środku fajni ludzie i odlotowy, praktyczny wystrój zrobiony przez właścicieli własnoręcznie i przystosowany do półrocznej podróży. Dodatkowo na zewnątrz jest CIEPŁO! Droga zaczęła się dobrze i tak też było aż do końca wyprawy. Nasz pierwszy nocleg  na dziko w Portugalskiej wiosce na zjeździe z drogi był bardzo przyjemny. W nocy ciepło i cicho, powitał nas też przepiękny wschód słońca (o 8 rano!), a do tego wszystko mieliśmy świadomość, że to się dzieje, że w końcu znowu jesteśmy w podróży, zamiast siedzieć w Krakowie i jeździć zatłoczonymi MPKami. Drugiego dnia udaliśmy się w okolice Gibraltaru, gdzie w nocy w górach było ponad 23 stopnie a nam było za gorąco, żeby się przykrywać śpiworem. Kończyliśmy też wino, żeby nie mieć problemów na granicy, skutkiem czego poranek nie należał do najłatwiejszych. Wczesna pobudka na prom do Maroka, gdzie bez większych problemów udało nam się przejść kontrole i po godzinie płynięcia byliśmy na Czarnym Lądzie. Główną część naszej podróży opisywałam hasłami w moim super – zeszyciku, więc poniższa relacja będzie w miarę „na gorąco”.

27.10

Na promie poszłam kupić kawę. Pan barman zaczął się nabijać z mojej dziury w rękawie, po czym nie przyjął ode mnie 2 euro za kawę. Chyba wyglądałam na bardzo zabiedzoną 🙁 oprócz tego upokarzającego zdarzenia na pokładzie i paru chwil słabości wywołanych sporą falą, rejs promem uważam za udany- udało mi się dostrzec 3 śliczne delfiny które wyskakiwały z wody specjalnie dla mnie –  nikomu innemu nie chciało się marznąć na pokładzie. Na Czarnym Lądzie szybkie śniadanko na asfaltowym parkingu i ruszamy na południe. Pierwsze co się rzuca w oczy to gigantyczne przestrzenie dookoła. Ogromne góry, wielkie doliny, ktoś z lękiem przestrzeni nie czułby się tu najlepiej 🙂 Zjedliśmy też pyszny obiad przy drodze (makaron z pesto, czosnkiem, tuńczykiem i oliwkami, * * * * * ). Nasz pierwszy afrykański nocleg miał miejsce na bocznej drodze w lesie. Koło nas stał tylko jeden dom, z którego właściciele obserwowali nas bez emocji. Parę sympatycznych psów przyszło w odwiedziny, graliśmy w gry, piliśmy ostatki wina i oglądaliśmy niesamowite, afrykańskie niebo.

img_0043

img_0173

img_0183

28.10

Dojeżdżamy do Fezu. Mam mieszane uczucia. Albo trafiliśmy do złej dzielnicy, albo zwyczajnie był tu dla nas zbyt duży bałagan. Oczywiście, że w miastach tego typu bywa brudno, cały urok marokańskich medyn to zapach przypraw, żywe zwierzęta, hałas, kurz i dym z przydrożnych grilli, są też i śmieci i różne paskudztwa. Ale tam wszystkiego tego było za dużo, wokół ulic płynęły po prostu rzeki śmieci. Naszym celem były słynne garbarnie w Fezie, których zdjęcia widnieją w przewodnikach. Nie dajemy rady podejść bliżej, smród wyciska łzy z oczu. Do tego mamy na sobie długie spodnie, a temperatura sięga 40 stopni. Uciekliśmy stamtąd (oczywiście zahaczając po drodze o McDonald – były urodziny Jasia). Mimo wszystko Fez jest orientalny i egzotyczny, a o to nam właściwie chodziło. Zaskoczyła nas  też elokwencja lokalnych dealerów – „best hash in galaxy!„, „Wanna get high before you die?„. Chyba jednak bardziej podobało mi się w Marrakeszu.

img_0626

img_0072
rzeki śmieci, o których wspominałam

dscf9836

img_0634

img_0062

1

dscf0005
mistrz logistyki
img_0090
królewska kolacja 🙂

Piękna sprawa – rozbijamy się w polu, około 50 km za Fezem a tu przychodzi jakiś facet. Myślimy – wywali nas? Czegoś od nas chce? A on tylko mówi, że mieszka tu obok w domu, zaprasza nas do siebie bo co będziemy tacy biedni spać na ziemi i pyta, czy aby czegoś nie potrzebujemy. To był nasz nasz pierwszy kontakt z marokańską gościnnością. Miło poznawać dobrych ludzi tak daleko od domu. Świętujemy urodziny Jasia uszczuplając zapasy okowity i robiąc pysznego grilla na kamieniach. Miliardy gwiazd nad nami, Fez migocze na horyzoncie.

29.10

Kac to kac, nie pozwala na wczesną pobudkę. Przywitały nas żółw, owce, osiołek, dzieciaki biegnące do szkoły i pan wójt we własnej osobie. Pojawił się znikąd eleganckim Mercedesem z szoferem, wysiadł (oczywiście pod krawatem) i podszedł nas powitać oficjalnie, zapytać czy wszystko w porządku, czy noc minęła spokojnie i czy zostajemy jeszcze u nich trochę.

img_0101

img_0097

img_0623
prysznic 🙂

W planach długa droga, a w supermarkecie niespodzianka- sprzęgło odmówiło współpracy. Upał, jak to w Afryce, morale lecą na łeb na szyje, kaszana straszna. Ale co mamy sobie nie poradzić? Chłopaki naprawili sprzęgło, używając:

  • sklejki 12mm, 5×5, oderwaną od stołu,
  • śruby m5, z nakrętką
  • dwóch nakładek.

Nocleg na budowie. Pojawia się oczywiście kolejny nocny gość, pyta jak się mamy i zaprasza do domu w stanie surowym, może nam tam będzie wygodniej. Grzecznie odmawiamy i idziemy spać. O 21…

30.10

Szybka pobudka i jedziemy w stronę wodospadów Ouzoud. Oprócz tego, że wodospady same w sobie są bardzo fajne, to załapaliśmy się jeszcze na makaki, robiące małe makaki oraz na pyszną, aromatyczną, tradycyjną marokańską herbatę z widokiem na kaskady. Jedziemy w stronę Marrakeszu, ale niestety nie mamy siły na wjeżdżanie do centrum. Na drodze typowy, marokański meksyk. Burdel na rondach, w teorii 2 pasy, ale w praktyce 5, ludzie, zwierzęta i różne inne przemykają między autami. Kierowca szybo się wczuł w klimat więc z miasta wyjechaliśmy bez problemu. W supermarkecie był (bardzo drogi) alkohol, wyjechaliśmy stamtąd z zapasami wina na najbliższy tydzień, śledzeni przez 100 par zszokowanych, muzułmańskich oczu. Do naszego przydrożnego noclegu podjechali przejęci naszym losem policjanci, którzy po krótkiej dyskusji i kilku telefonach powiedzieli nam, że nie możemy tu zostać bo jest niebezpiecznie i pokazali nam stację, na której ostatecznie się zatrzymaliśmy. Nad ranem wzięliśmy PRAWDZIWY PRYSZNIC w cenie 10 MAD (około 1 euro).

img_0617

img_0616

2

3

4

img_0224

14925473_1604333666529056_6817167770802160205_n
zdj: https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts
15110536_1609250702704019_7738409917490908458_o
zdj: https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts

31.10 HALLOWEEN…

…więc mamy trochę emocji. Bus piszczał, wobec tego należało wymienić klocki hamulcowe. Zostawienie tego zadania miejscowym okazało się złym pomysłem, ponieważ to schrzanili. Był to dzień naprawiania. Nocleg na opuszczonej stacji benzynowej.

01.11

Budzi nas bezzębny pan, który nie mówi ani słowa po francusku, za to asystuje nam przy porannej kawie i pakowaniu i uśmiecha się przyjaźnie, pokazuje nam nawet węża z wodą.

Jeśli chodzi o drogę to pewnie byłaby super, gdyby nie to, że skutki nieudanej naprawy dają o sobie znać – tym razem na środku pustyni. Byliśmy trochę zgrzani i raczej źli, ale przynajmniej działo się to na pustyni, a ten fakt pozwalał nam znaleźć jakieś pozytywy tej sytuacji (będzie co opowiadać wnukom!). Chłopaki jak zwykle poradzili sobie z naprawą, tym razem za pomocą przycinania piłką śrubek wyjętych z fotela i odkrywania kolejnych zastosowań silver – tape’a. W ogólnym rozrachunku był to świetny dzień, który skończył się nad oceanem. Na kolacje jajka i, dla odmiany, placki.

img_0607

img_0604
to właśnie jest bardzo kiepskie miejsce na zepsuty samochód

dscf0040

02.11

Obudził nas szum oceanu, morski zapach i różne dziwne zwierzątka (Mariusz twierdził, że to pieski pustynne). Skoro świt lecimy na wybrzeże oglądać odpływ i to, co po sobie zostawił. Suche ukwiały, dywan z ostryg, zagubione małe rybki w wodnych oczkach i wielką, wściekłą, żółtą ośmiornicę. Potem kąpiemy się w oceanie (z szamponem!!!). Woda cieplutka, wielkie fale, i na horyzoncie nie ma żywej duszy. Poranek idealny : )

img_1636

img_1633

20161102_114515

Po pysznej, mocnej kawie wsiadamy do busa i jedziemy na Saharę. Spotykamy po drodze mnóstwo sympatycznych wielbłądów i policjantów. Przebiegają nam przed maską (wielbłądy, nie policjanci). Widzimy małe trąbki powietrzne i gliniane, berberyjskie wioski. Wszędzie pustynia, piękna i pusta. Natrafiamy również na korek w którym spędzamy resztę wieczoru, bo okazało się, że powódź (tak, powódź na pustyni) zniszczyła most, który teraz właśnie jest naprawiany. Nocleg znaleźliśmy tym razem na zjeździe z głównej drogi, na środku pustyni, pod pięknym niebem, na surowym piachu. Uczymy się gwiazd, pijemy resztki wina, leci muzyczka, powietrze ciepło pachnie, dookoła nic i nikt. Pustynia jest bardzo sympatyczna.

dscf0109

dscf0173

img_0599

img_0588

dscf0171

img_0211

img_0283

img_0269

img_0206

03.11

Rano myjemy się wodą z taniej stacji benzynowej – za 7 MAD napełniliśmy 4 bukłaki 25-litrowe. Jedziemy dalej na południe. Za Laayoune straszą nas góry śmieci, więc wracamy z powrotem z przerwą na spacer po prawdziwych, złotych, Saharyjskich wydmach. Jeśli chodzi o stolicę Sahary Zachodnej – 2/10, nie polecam. Orżnęli nas w sklepie. Dużo lepsze wspomnienia mam z wyprawy na samo południe Sahary Zachodniej – poczytać o tym możecie TUTAJ.

Nocleg znowu na pustyni, daleko od świata, blisko wielbłądów i gwiazd.

img_0589

img_0407

img_0408

dscf0217

04.11

Zjedliśmy obiad na opuszczonej stacji, gdzie spotkaliśmy kolorową grupę Polaków. Jedziemy na północ w stronę Sidi-Ifni, gdzie rozbijamy się pod cmentarzem przy plaży. Teraz uwaga – w Sidi-Ifni jest BAR z ALKOHOLEM!!! Spożywaliśmy sobie wesoło, razem z dwójką nowo poznanych Hiszpanów.

05.11

Od rana do wieczora czilujemy w miasteczku. Śniadanko w miłej knajpie, spacer  miasteczku, tajin i owoce morza w ulicznej knajpce, wieczorem piwko w barze. Czuć wakacje.

img_0300

img_0592

img_0586

img_0319
chyba mam już tu zdjęcie 🙂
dscf0268
zdj: https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts
dscf0257
zdj: https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts
dscf0270
podziwiamy zachód słońca 🙂 zdj: https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts

img_0590

img_0579

img_0315

img_0329

img_0582

06.11

Po śniadanku wybraliśmy się na niedzielny suk – targ. Tam okazało się, jak bardzo jesteśmy beznadziejni w targowaniu. Potem spróbowaliśmy trochę surfingu (tylko 100 MAD za cały dzień wypożyczenia!) i przenieśliśmy się na plaże Legzira. Pokochałam je po raz drugi. Mimo tego, że jakiś czas temu zawalił się tamtejszy słynny łuk, plaże dalej kuszą swoim magicznym światłem i złotą poświatą nad oceanem. Nocleg spędziliśmy na klifie nad plażą, a o 5 rano obudziliśmy się…w rzece. Było to bardzo specyficzne uczucie. Pod nami było coś w rodzaju łóżka wodnego a głęboka na 10 cm błotna rzeka porwała nam buty i ręcznik. Namiot jakimś cudem nie przemókł. Moknąc w deszczu i brodząc po kostki w tej ciemnej brei o tajemniczej zawartości udało nam się przenieść bety nieco wyżej. Całą sytuację najlepiej opisuje sms od mojej mamy – „trzeba być tobą, żeby na pustyni stracić buty w powodzi”.

img_0663

img_0552

img_0566

img_0495

dscf0327

img_1700
tak teraz wygląda najsłynniejszy łuk Legziry 🙁

07.11

Jedziemy w stronę Agadiru. Przygoda się trochę zaciera, jesteśmy już trochę zmęczeni i bardzo nam brakuje ciepłego prysznica. Wszyscy podenerwowani, książki przeczytane, muzyka się zapętla, nie ma alkoholu. Wygooglowaliśmy więc jedyny w mieście sklep z alkoholem i na noclegu zrobiliśmy sobie fajną imprezkę. Ale co to był za nocleg! Przy zjeździe do klifu, nad spienionym oceanem i ogromną jaskinią, koło wielkich wydm z których ktoś zjeżdżał na deskach od kite’a, z wietrznym, czystym powietrzem i nocnym niebem tchnącym życiem. Wieczór skończyliśmy oglądając gwiazdy na dachu busa.

dscf0409
https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts
dscf0407
https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts
dscf0395
zdj: https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts
dscf0400
zdj: https://www.facebook.com/ZielonymBusem/?fref=ts

img_0539

img_0529

img_0525

img_0517

08.11

Teraz czeka nas już tylko droga powrotna. W Safi pod supermarketem żebracy obsiedli nas jak gołębie. Nocleg przy Casablance, na wybrzeżu. Pogoda nas nie rozpieszcza. W nocy niespodzianka – jest 6 stopni. Odcinek „Przyjaciół” oglądany w busie przerywa nam policjant, który każe nam się stąd wynosić. My mówimy „nie”, on odjeżdża obrażony i w zasadzie na tym historia się kończy.

09-12.11

Ostatnie dni naszej przygody w Zielony Busie dobiegają końca. Północna część Maroka, okolice Casablanki i Rabatu nie były specjalnie piękne i warte polecenia. Dojeżdżamy do promu, rozgrywamy ostatnie partyjki pokera i w Hiszpanii niestety czas się rozstać…nad ranem lecimy do Bergamo, gdzie jest 10 stopni, a następnego dnia do Krakowa, gdzie jest 0 stopni🙁 Jesteśmy jednak opaleni, szczęśliwi, podekscytowani i pełni sił na resztę semestru (a przynajmniej do Świąt!).

Dziękujemy ekipie z Zielonego Busa za super wyprawę! Przede wszystkim właścicielom, Ani i Piotrkowi, że wzięli całkiem obcych ludzi pod swój dach na kółkach na 3 tygodnie i że zorganizowali nam wyprawę życia! Z tego miejsca zapraszam wszystkich do lajkowania ich funpage’a na Fb – ZIELONYM BUSEM.

Dziękujmy też reszcie naszych towarzyszy, czyli Erykowi, Mariuszowi za to że z nami wytrzymali 🙂

Zapraszam do śledzenia bloga, post z praktycznymi informacjami o Maroku w przygotowaniu 🙂

 

img_0293

img_0056

dscf0420
z Panem Mirkiem, który na rowerze przemierza świat 🙂 https://www.facebook.com/staryczlowiekirower/?fref=ts
img_0649
w tle Europa!

img_0620

img_0612
mistrzowie logistyki vol.2
img_0337
tajin!

img_0409

img_0563

DCIM100MEDIA

Dodaj komentarz