Maroko- informacje praktyczne

img_0663

Miesiąc po mojej drugiej wyprawie do Maroka chciałam napisać parę słów o praktycznych aspektach podróżowania po tym kolorowym kraju 🙂

Jak dostać się do Maroka?

Najlepiej samolotem- najtańsza opcja to oczywiście Ryanair i jego dobroczynna działalność. Jeżeli nie uda Wam się trafić na tani lot z któregoś miasta w Polsce, polecam rozejrzeć się za lotami łączonymi przez miejsca takie jak: Bergamo, Oslo, Malaga, Bruksela, Eindhoven i wiele innych. Tanich lotów do Maroka jest obecnie multum.

Jeżeli rozważacie opcję przeprawy promem przez Gibraltar do Tangeru, warto zrobić to z własnym samochodem – od portu w Tangerze do centrum miasta jest kawał drogi. Sam prom płynie około godzinki, wszystkie formalności paszportowe i wiza załatwiane są na pokładzie, a bilet kosztuje około 30 euro w 1 stronę.

Ceny w Maroku

Tu bywa różnie, jak wszędzie zresztą. Co prawda miałam wrażenie, że w ciągu dwóch lat, jakie minęły od mojej ostatniej wyprawy do Maroka, ceny nieco wzrosły, jednak wciąż jest to kraj raczej tani. Jeżeli chcecie żywić się naprawdę „za grosze”, polecam uliczne stragany w małych miasteczkach albo przy drodze. Dostaniecie na nich świeże owoce, dobrej jakości warzywa, chrupkie placki prosto z pieca, a na zapleczu zazwyczaj jest wszystko inne, czego tylko moglibyście potrzebować 🙂

Ceny w supermarketach są dużo wyższe niż na takich straganach, dorównują cenom europejskim, ale zazwyczaj sklepy są bardzo dobrze zaopatrzone, w środku często znajdzie się też wifi i ładna toaleta. Uwaga na żebraków na parkingach! Jest ich dużo, są bardzo namolni i podejrzewam, że z chęcią mogliby wykorzystać jackpota, jakim jest niezamknięty samochód z portfelem na wierzchu.

Transport

W Maroku najlepszą opcją jest wypożyczenie samochodu (chyba, że wybieracie się własnym:) ). Ceny wypożyczenia nie są wysokie, paliwo (poza większymi miastami i im dalej na południe tym lepiej) tanie, a drogi przyzwoite. Trzeba uważać na jazdę po zmroku, bo kierowcom często nie chce się włączać świateł. W większych miastach na rondach i skrzyżowaniach można co prawda przeżyć małe zamieszanie, ale jak dotąd z każdego miasta wyjechaliśmy w jednym kawałku. (moja rada: powtarzaj sobie że przecież oni też nie chcą wjechać w Twój samochód, także możesz robić swoje, jechać równym tempem i obserwować spokojnie jak sprzed Twoich kół w ostatniej sekundzie ucieka motorynka)

Po zrobieniu małego researchu w Internecie dowiedziałam się też, że popularną opcją transportu po Maroku są autobusy – lokalne wraki w niskich cenach albo elegancja – Francja CTM, którymi jeżdżą turyści i bogaci Marokańczycy. Internauci polecają również pociągi, które są w bardzo dobrym stanie i odjeżdżają na czas. Miałam przyjemność jeździć taksówką (małym autkiem w 7 osób, z całym bagażem i sprzętem do kite’a) co polecam, trzeba tylko dogadać się wcześniej co do ceny i wykazać się jakimś minimum pewności siebie przy trudnym procederze targowania. Nie wszyscy to potrafią.

O autostopie też czytałam raczej pozytywne opinie. Marokańczycy to ludzie bardzo serdeczni i gościnni; chcą, żeby turysta wyjechał z ich kraju z pozytywnymi wspomnieniami. Przed wejściem do samochodu warto upewnić się, czy kierowca rozumie ideę autostopu i powiedzieć, że nie zamierzamy za przeprawę płacić.

Noclegi

Na ostatniej wyprawie po Maroku miałam przyjemność spania tam na dziko, w namiocie i muszę powiedzieć, że wrażenia mam bardzo pozytywne 🙂 Czego nie polecam, jeśli chodzi o nocleg na łonie natury, to nocleg NIE na łonie natury – czyli pod większymi miastami. Prawie na pewno pojawi się przy Was patrol policji i będzie Was grzecznie przekonywał do zmiany miejsca obozowania. Nasi panowie opowiadali nam straszne historie o mordercach z maczetami; nam wydawało się, że po prostu nie chcą mieć na głowie jakichś nieprzyjemnych historii z napadniętymi Europejczykami, nawet jeżeli prawdopodobieństwo napadnięcia było bliskie zeru. Obozowanie na dziko w Maroku jest jednak całkowicie legalne i polecam spróbować 🙂 Nocowaliśmy w wielu pięknych, dzikich miejscach, pod gwiazdami,  rano byliśmy budzeni przez owce, ocean, albo szum lasu. Nikt nam nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie: ludzie przychodzili, zapytać się kim jesteśmy, powitać nas i zaproponować pomoc, czy gościnę. Nocleg pod gołym niebem na środku pustyni to jedno z piękniejszych doświadczeń w moim życiu.

Ceny hotelów i riad i apartamentów z airbnb w dużych miastach są przyzwoite. Co może  zdziwić Europejczyka, to brak drzwi w toaletach i łazienkach (jest tylko cienka kotara, która nie zapewniała wystarczającej prywatności).

img_0405

img_0097

img_0095

img_1633

Na co uważać?

Przede wszystkim na naciągaczy. Niestety w większych miastach jest ich bardzo wielu i do perfekcji opanowali trudną sztukę naciągania turystów. Nie mówię tu o tradycyjnym targowaniu, bardziej o fałszywych przewodnikach i wszelkiej maści kombinatorach. Jeżeli, tak jak ja, nie jesteś bardzo asertywny, nie ma sensu w ogóle wdawać się z nimi w dyskusje.

Oprócz tego panie powinny pilnować swojego ubioru. Teoretycznie Maroko jest krajem otwartym na liberalną Europę, jednak mieszkańcy wciąż są wychowywani w poszanowaniu zasad muzułmańskich, według których kobieta nie powinna za bardzo eksponować swoich wdzięków. To nie jest tak, że jeżeli wyjdziesz w krótkich spodenkach na ulicę to ktoś Cie ukamienuje, możesz się jednak spodziewać wielu krzywych spojrzeń, niewybrednych komentarzy i wszechobecnego „gapienia się”. Trzeba pamiętać, że jesteśmy u nich w gościnie, więc wypada uszanować zwyczaje gospodarza (nawet, jeżeli na zewnątrz jest 40 stopni).

Pamiętajcie o dokładnym myciu owoców i rąk przed jedzeniem – obca flora bakteryjna szybko może dać o sobie znać 🙂 To samo tyczy się głaskania wszędobylskich słodkich, miłych, ślicznych i towarzyskich piesków i kotków. W Maroku raczej mało kto przejmuje się czymś takim jak szczepienie zwierząt domowych.

Czego warto spróbować, będąc w Maroku?

  • Miętowej herbaty, parzonej tradycyjnie w małym, srebrnym czajniczku i nalewanej do małych szklaneczek. Jest po prostu pyszna.
  • Tajina, czyli długo duszonej potrawy, zazwyczaj z kuskusu i mięsa, podawanej w glinianym naczyniu. Smaczne, sycące i egzotyczne.
  • Ulicznego śniadania – zazwyczaj składa się ono z aromatycznej, mocnej kawy, chrupiącego pieczywa i omletu z oliwkami. Kosztuje grosze, jest przepyszne i zapycha na cały dzień.
  • Kebaba z wielbłąda – takowy jedliśmy na Saharze Zachodniej. Również kosztował grosze, był aromatyczny i sycący. Poza tym, no wiecie- wielbłąd!!!
  • Różnych różności sprzedawanych na ulicach– idąc ulicą wieczorową porą w małym, marokańskim miasteczku, nie sposób oprzeć się ulicznym kuchennym zapachom. Na straganach za bezcen, w plastikowych naczyniach można zjeść królewską kolację. Grillowane mięsa, wielkie ryby, szaszłyki, kuskus…tak smakuje prawdziwe Maroko 🙂 Dodatkowym atutem takich miejsc jest ich prawdziwie rodzinna atmosfera. W najbardziej lubianych knajpach wieczorami zbiera się pół wioski (męskie pół), i paląc czerwone Marlboro popijane herbatą miętowa dyskutują żywo.
14925473_1604333666529056_6817167770802160205_n
herbatka u stóp wodospadów Ouzoud
img_0337
pyszny tajin

Co warto zobaczyć?

  • plaże w Legzirze,
  • Sidi Ifni,
  • Marrakesz wieczorową porą,
  • wodospady Ouzoud
  • Saharę Zachodnią (szczególnie jej południową część, aż do Dakhli)

Co, moim zdaniem, można sobie darować?

  • Fez
  • Tanger, Rabat, Cassablanke (ogólnie północne wybrzeże, na północ od Safi aż do Tangeru)

O powyższych miejscach pisałam w moich dwóch wcześniejszych wpisach o Maroko – 1 i 2

Mimo, że spędziłam w tym kolorowym kraju trochę czasu, to jestem pewna, że moja lista wymaga dużego uzupełnienia. Jeżeli więc byliście w Maroku i chcielibyście coś dodać/zmienić, to zapraszam do kontaktu i komentowania 🙂

img_0173

 

 

Dodaj komentarz